Nowe komentarze  rozwiń
Archiwum    rozwiń

Ze strapontena

o serwisie wyszukiwanie
 

Zabrakło gówna w Ateneum. Shitz 12.11.2011

Jest taki stary dowcip o kozie i rabinie: Mosiek przychodzi do rabe i prosi by mu pomógł. Ma jedna izbę, w niej cała rodzina, bardzo ciasno. Na to rabe: Mosiek, ty kup kozę i przyprowadź tę kozę do domu. Po tygodniu Mosiek znów u rabego. Rabe, jeszcze gorzej, strasznie źle. Rabe radzi: Mosiek ty wyrzuć tę kozę. Po kolejnym tygodniu Mosiek do rabina - rabe, jakiś ty mądry, dziękuję, nam się teraz tak dobrze żyje, świat jest piękny!

Ta historia znakomicie ilustruje linię repertuarową współczesnego teatru, również Ateneum. Skatować widza tak, aby wyszedł z teatru i pomyślał - jaki piękny jest nasz świat! Bóg mordu, Judaszek, Moja córeczka, Zmierzch, Miasto to tylko kilka premier Ateneum, które hołdują tej powszechnej ostatnio w polskich i zagranicznych teatrach modzie. Ba, nawet w filmie; nasz zdolny do wszystkiego reżyser filmowy na tej metodzie zbudował całą swoją karierę. Raz tylko zrobił coś mniej mrocznego (Piratów) i ... klapa.

Shitz to sztuka obrzydliwa. Pokazuje obraz rodziny, w której ogniskują się najgorsze cechy osobowości ludzkiej, w stopniu niebywale silnym. Wyjątkowy egoizm, nienawiść, chciwość, cwaniactwo, zupełny brak uczuć wyższych. Nawet gotowość do morderstwa dla drobnych korzyści. Skłębienie tych wszystkich cech w jednej rodzinie jest tak nierealnym przerysowaniem, że budzi obrzydzenie, a nie refleksje. Po spektaklu odczuwa się jedynie potrzebę opuszczenia teatru. Widzów śpieszących się, a nawet uciekajacych biegiem jeszcze w trakcie zakładania odzieży wierzchniej, było prawie pół widowni.

Wystawianie takich sztuk to już masochizm wynaturzonego świata teatru. Był czas, gdy Hollywood zarzucał nas kolejnymi filmami katastroficznymi, a ludzie znajdowali przyjemność w oglądaniu kolejnych wersji swojej zagłady. Przyjemność odczuwali oczywiście wtedy, gdy film się skończył i mogli zobaczyć nietkniętą rzeczywistość. Teraz jest moda na teatr, który mówi: zobaczcie jacy jesteście potworni, powinniście wszyscy popełnić zbiorowe samobójstwo, nic innego nie jest Wam potrzebne. Moja odpowiedź na to jest prosta: odpieprzcie się i sami sobie strzelcie w łeb.

Ale wybory repertuarowe to jedno, a realizacja to drugie. Shitz - ten obrzydliwy i  miałki w gruncie rzeczy dramat został dobrze zrobiony. Reżyseria sprawna i nowoczesna, przemawiajaca w istocie wysmaczonym pokazem odrębnych scen. Przemyślane i sensowne wprowadzanie i wyprowadzanie aktorów ze sceny. Dodano elementy śpiewane, co podniosło komunikatywność spektaklu, choć elementy te nie są najwyższej próby, ani tekstowo ani muzycznie. Znakomity poziom aktorstwa - Wiktor Zborowski kojarzył mi się z Janem Świderskim - Wielkim Fryderykiem teatru. Marzena Trybała z premiery na premierę tworzy coraz większe kreacje. Wojciech Brzeziński stworzył postać dokładnie taką, jaką zapewne wymyślił autor dramatu. Rolą tą zrehabilitował się w moich oczach za czerwone tenisówki, w których pokazał sie na Benefisie Młynarskiego. No i wreszcie Wiktoria Gorodecka(ja), która wielkim aktorstwem i pomocą charakteryzatorki stworzyła postać brzydkiej córki, co jest dla niej trudne, gdyż w istocie jest bardzo atrakcyjną i ładną dziewczyną. Wiktoria, aktorka Teatru Narodowego, jest dla mnie odkryciem, które potwierdza tezę o rezerwach jakie mamy w młodzieży. Młodzi byli bardzo zresztą przekonujący w markowanej scenie kwalifikowanego sexu. Skąd oni to tak umieją? Mamy chyba jednak dobre szkoły teatralne.

 

Szkoda, że tyle dobrej roboty zostało zmarnowane na taki mroczny dramat. Twórcy zdawali chyba sobie z tego sprawę, gdyż w obawie o brak frekwencji dopuścili się poważnej manipulacji. Teatr wydrukował ulotkę z kochającą się miłą rodzinką, sceną jakiej w spektaklu nie ma i być nie może. To mistyfikacja reklamowa. W CoJestGrane 10-17.11.2011 Gazety Wyborczej Artur Tyszkiewicz, reżyser, zaprasza widzów na swój spektakl przedstawiając go jako „komedię domową”. Panie Arturze, jak to jest komedia, to ja jestem święty turecki. Są tam wprawdzie prymitywne żarty i odpowiadajace im z rzadka równie prymitywne rechoty na sali, ale tylko w pierwszym akcie, kiedy niektórzy widzowie są jeszcze pod wpływem powyższej manipulacji. Potem już tylko ponura cisza, zdegustowanie, słabe brawka i pośpieszna ucieczka z teatru.

W dobrej robocie reżysera i scenografa dostrzegłem jednak niedoróbkę. Ważnym bowiem elementem scenografii jest sedes, na którym obsada męska stale siada, spuszcza spodnie i udaje sranie. Otóż Panie Reżyserze, gdyby w tym sedesie umieścić prawdziwe gówno, a smród rozszedłby się po sali, odbiór sztuki byłby zdecydowanie pełniejszy.

Teatr Ateneum Warszawa, 12.11.2011 r. Shitz wg Hanocha Levina. Tłum. Michał Sobelman, reżyseria Artur Tyszkiewicz, scenografia Jan Kozikowski, muzyka Michał Kwiatkowski i Jacek Grudzień. Obsada: Wiktor Zborowski, Marzena Trybała, Wiktoria Gorodeckaja (gościnnie), Wojciech Brzeziński. Premiera: 13.11.2011, Scena Główna. Fot. ze strony Teatru Ateneum.

Komentarze         dodaj komentarz
krytyk
Widziałem i słyszałem, dokładnie i osobiście. Obrzydliwe.
2012-11-12
ela
Miałam przyjemność obejrzeć sztukę w ubiegły czwartek. Naprawdę świetne. Krytyk to widział czy tylko słyszał co mówią na bazarku?
2012-11-11
Magda
Byłam dzisiaj i jak dla mnie bardzo dobra sztuka. Pokazuje prawdziwy obraz rodzin. Polecam.
2012-11-08
Basia
Aż tak bardzo sztuki bym nie miażdżyła. Trzeba się po prostu wczuć w klimat. W naszym społeczeństwie także niestety jest dużo osobników myślących i wyrażających się podobnie jak Państwo Shitz, i to jest właśnie sztuka o nich. A choć momentami mało smaczna, przesadzona i przygnębiająca... no cóż... nie wszystko w teatrze musi być kulturalne, smaczne i wesołe.
2012-09-26
Aga
Rzadko kiedy bywam tak rozczarowana i rozgoryczona, że zmarnowałam wieczór (w teatrach bywam średnio raz w tygodniu, wiec oczywiste jest, że nie tylko na "prawdziwe perełki" trafiam). Po przerwie przesiadłam się do ostatniego rzędu, aby dyskretnie (z szacunku dla aktorów) wyjść w trakcie spektaklu. Zostałam do końca - głównie z ciekawości, czym niektórzy się zachwycają i co widza świetnego w tym przedstawieniu. Cóż, może nie jestem wybitną znawczynią teatru, ale tym razem naprawdę nie czuję się winna, że odpowiedzi na powyższe pytanie nie znalazłam...
2012-03-04
od Marka
Autor jest Żydem z Łodzi. Myślę, że gdyby aktorzy mówili z zaśpiewem żydowskim uatrakcyjniłoby to przedstawienie. W każdym bądź razie wyszedłem z teatru z myślą, że na szczęście nie wszyscy jesteśmy tacy podli a gra aktorów wyśmienita i spektaklowi daje 7 w skali do 10-u.
2012-03-04
karlik
Jestem ze Śląska. Chciałbym żeby ten spektakl jak najszybciej zawitał na deski naszych teatrów, w Katowicach czy w Chorzowie. Mam nadzieję że się niedługo doczekam. Pozdrawiam wszystkich aktorów grających w tej sztuce.
2012-02-24
Jacek
Dlaczego żadna z osób, która podnosiła refleksyjną wartość spektaklu nie podchwyciła pomysłu recenzenta by wzbogacić przedstawienie zapachowo? Teatr ma przecież urządzenia do wypuszczania np. pary na scenę? A emocje byłyby na pewno silniejsze!
2012-02-12
Dana
Świetna sztuka, a niewiele brakowało żebym zrezygnowała po przeczytaniu recenzji! Temat: samo życie, natomiast sposób przedstawienia rewelacja - znakomite aktorstwo, energia, zaskakujące zwroty akcji, dwie godziny minęły zbyt szybko..., polecam. A tak na marginesie, ja w przeciwieństwie do autora recenzji ani przez chwilę nie czułam obrzydzenia, a chwila refleksji nad tym, co w życiu ważne nikomu nie zaszkodzi.
2012-02-11
Dorota Zegarowska
Pamiętam takie sztuki wystawiane przez Teatr Ateneum jak "Niemcy", "Incydent w Vichy" (z niezapomnianym Romanem Wilhelmim i - również niezapomnianym - Jerzym Kaliszewskim, który omal nie został moim ojczymem czyli drugim tatą), "Niech no tylko zakwitną jabłonie", no i "Hemar - piosenki i wiersze". Tęsknię za tego rodzaju repertuarem. Kochani, a może wznowilibyście "Hemara"?
2012-01-09
Tygr
Widziałam, byłam pod wielkim wrażeniem - w pozytywnym sensie tego słowa. Czytając recenzję i komentarze miałam wrażenie, że dulszczyzna wciąż ma się dobrze. Zresztą dlaczego by nie ? Nie chcemy widzieć, że to my. Tak jest łatwiej i milej. Ale wierzcie mi - jaka to frajda z tym się zmierzyć w sobie samym. Postukać w siebie i usłyszeć czasem odgłos bardziej dźwięczny niż wydaje atłasowa poducha na kanapie. Może odwaga nie domaga ? Pozdrawiam z nadzieją.
2011-12-18
Lato
Trochę dystansu. Levin pokazuje tylko to co mamy dookoła a wstydzimy się do tego przyznać, wszystko jest przejaskrawione tak, aby nie dało się już tego ukryć albo nie zauważyć. Jedni będą się cały czas śmiać, drudzy pogrążą się w refleksji. Polecam zwłaszcza dla młodych ludzi wkraczających w świat dorosłości. Samo podjęcie tego tematu w taki sposób jest warte tego żeby zobaczyć tą sztukę, a kreacje aktorów są znakomite. A kto wie czy każdy z nas nie da rady znaleźć części siebie w postaciach które są tam przedstawione...
2011-12-09
Anna 2
Właśnie przeczytałam tę sztukę i sądzę, że miał Pan rację. Rację miała też pani, w której recenzji znalazło się zdanie "widz wychowany na spotkaniach literackich Andrzeja Poniedzielskiego może mieć z tym problem". Zakładając, że kreacja aktorska Wiktora Zborowskiego jest świetna uważam, że spektakl niekoniecznie jest wart obejrzenia.
2011-11-18
Iwona
Sztuka bardzo mi się podobała, gra aktorska znakomita, a temat wcale nie jest nam obcy. Na co dzień mamy do czynienia z egoizmem i kultem pieniądza. Sztuka w bardzo drastyczny sposób pokazuje dzisiejsze priorytety - skłania nas do refleksji i przemyśleń. Warto obejrzeć.
2011-11-17
Marcin
Wspaniała kreacja p. Zborowskiego.
2011-11-15
Pączek
Bardzo dobra sztuka pomimo kiepskiej recenzji. Fakt, że rechotałem tylko w pierwszym akcie bo w drugim nagromadzenie realistycznej refleksji zapiera autentycznie dech w piersiach. Bohaterowie są przejaskrawieni ale uosabiają rzeczywiste relacje rodzinne, które wraz z odchodzeniem tradycyjnych wartości i autorytetów na rzecz egoizmu i kultu pieniądza, gwałtownie degradują. Obsceniczność ma za zadanie poruszyć widza i zmusić do refleksji. Sztuka trudna i może niezrozumiała dla starszego pokolenia ale godna polecenia (obowiązkowa!) dla rodziców małoletnich dzieci. Mam nadzieję, że negatywna recenzja przysłuży się temu. Polecam. -JK
2011-11-15
Wanda
Byłam na "Niech żyje wojna" Pawła Demirskiego i Moniki Strzępki. Scena kameralna, zaciemniona, siedzę w pierwszym rzedzie (nieświadoma), zapala się światło i na wysokości oczu właściwie na wyciągnięcie ręki widzę dwa penisy oczywiście z właścicielami (nadmienię, że u ubranego mężczyzny widzę najpierw oczy, dłonie, słucham). Potem się okazało, że to wcale jeszcze nie było obsceniczne.
Świat, media, karmią się i epatują gwałtem, zbrodnią, obscenicznością. Czy taki też powinien być teatr? Czy taka może być sztuka? Bywa. Myślę, że najważniejsze, czy chodzi tam o coś jeszcze. Czy po to razi się światłem po oczach, żeby za chwilę coś ważnego powiedzieć. Nie odrzucałabym zjawiska, nie przyjrzawszy się temu. Chęć bulwersowania przypisana jest często młodym twórcom, no i starszym, robiącym do młodzieży "perskie oko". Tego nawet komentować nie ma sensu. Poszłam później jeszcze na Demirskiego i Strzępki "Był sobie Andrzej..." - chciałam sprawdzić czy mają mi coś do powiedzenia...
2011-11-14
Paprykarz
Kazali nam wierzyć, że "w ludziach jest więcej rzeczy, które zasługują na podziw niż na pogardę". Teraz, mówią, żeśmy obrzydliwi. Ten świat jak kloaka. Życie wśród nas jak dożywocie. Jedyna nadzieja w śmierci. Panie Straponten, jak żyć...?
2011-11-14
Siłacz
Byliśmy na premierze, wyszliśmy po pierwszym akcie, nie tylko my.
2011-11-14
ulla
... tylko już proszę nie tu i nie tak w sprawach komercji ...
2011-11-14
Mary6
Byłam na premierze. Nikt nie wyszedł. Niesamowity spektakl. A aktorstwo rzeczywiście wspaniałe.
2011-11-14
Heniek
Krytyk wyrzygał się na sztukę, ale aktorstwo wybitne, spektakl świetnie zrobiony... Na pewno przyjdę zobaczyć.
2011-11-14
Anna 2
Przepraszam, ale przyszła mi do głowy myśl, która może tłumaczyć to wszystko. Może to przedsięwzięcie czysto komercyjne i teatr będzie chciał podciągnąć budżet aby wystawić coś wartościowego?
2011-11-13
Anna 2
Nie widziałam ani jednej z tych sztuk, łącznie z tą ostatnią. Nie widziałam niejako na własne życzenie, bo nie chciałam. W teatrze razi mnie z jednej strony miałkość tematów, a z drugiej strony prowokacja. Czyżby teatr nie miał dziś nic pośrodku? Treść sztuk poznałam dzięki moim koleżankom, które też nie były nimi zachwycone. Boli, kiedy tak cierpkie słowa mówi się o ulubionej scenie i ma się rację. Myślałam że zła passa minie wraz ze zmianą dyrektora, a tu nic. Czyżby w przenośni i dosłownie została nam Scena na Dole? Mam nadzieję, że nastanie lato w środku zimy i niezawodna klasyka - Szekspir - uratuje honor sceny. I tym pełnym nadziei akcentem kończę, oczy kierując na Kraków.
2011-11-13
Dodaj swój komentarz
podpis
komentarz
 
Prosimy o przyjęcie do wiadomości, że przed publikacją wpis zostanie zweryfikowany w celu eliminacji treści, których publikacja jest niezgodna z prawem lub narusza dobre obyczaje.
 
 
 
© 2010-2017 Straponten.art.pl Prawa autorskie zastrzeżone.