Nowe komentarze  rozwiń
Archiwum    rozwiń

Ze strapontena

o serwisie wyszukiwanie
 

Tym u państwa Himilsbachów. 9.09.2012

Mińsk Mazowiecki to podwarszawskie, prawie 600-letnie miasto (w województwie mazowieckim starsze są jedynie: Warszawa, Błonie i Nowy Dwór Mazowiecki), o niecodziennym, niezwykle rozłożystym układzie urbanistycznym. Powstało z dwóch średniowiecznych osad handlowych (Mińsk i Górki), oraz renesansowego miasta Sendomierz, istniejacego samodzielnie w latach 1549-1695.

Od granic dzisiejszego miasta Mińska Mazowieckiego do starego centrum, czyli właśnie niegdysiejszego Sendomierza, jedzie się kilometrami mijając parterowe lub pietrowe domy o charakterze sielskim. I tylko gdzieniegdzie trafia się jakieś zabudowanie poważniejsze. Jednym  z nich jest budynek Miejskiej Biblioteki Publicznej pięknie zrewitalizowany w latach 2005-2010 przez arch. arch. Bożenę i Henryka Kosieradzkich.

To tu właśnie, na ustawionej wielkiej scenie, odbył się tegoroczny IV Festiwal im. Jana Himilsbacha (1931-1988), kamieniarza, aktora (Rejs itd.), pisarza i scenarzysty.

Dla mnie magnesem był występ Stanisława Tyma. Ale trafiłem przy tym (przy Tymie?) na wielką i miłą uroczystość odsłonięcia Ławeczki Himilsbacha, nowego pomnika Mińska Mazowieckiego, którego obywatelem od urodzenia był patron festiwalu.

Ławeczkę, projektu rzeźbiarza Grzegorza Ojrzyńskiego, odsłonięto przy udziale Barbary Himilsbach, wdowy po Janie. Pomnik ten został ufundowany ze składek, a nie z budżetu gminy!

Barbara Himilsbach, bardzo  miła i szacowna Pani, pierwsza zasiadła na Ławeczce, naprzeciw swojego męża, który, choć pomnikowy, wyglądał jak żywy.

Za to Stanisław Tym, choć żywy i żwawy, jest już pomnikiem. Jego występ, zreszta nietypowy, bo w dwóch częściach rozdzielonych innymi, mniej lub bardziej oficjalnymi punktami programu, był poświęcony wspomnieniom o Janie Himilsbachu, z którym się przyjaźnił i pracował.

Skorzystaliśmy z przerwy i wraz z Oną odwiedziliśmy Mistrza w garderobie, gdzie miał ponad godzinę czekać na drugą część występu. Był niezmęczony, za to wyraźnie znudzony. Ucieszył się więc z towarzystwa i zasypał nas dowcipami, dając  w zwykłej rozmowie prawdziwy popis kabaretowy. Było to niezwykle zabawne i ujmujące jednocześnie.

 

Tym to To, czego mamy ciągle za mało na naszej estradzie.

Fot. http://www.ronet.pl/index.php?mod=realizacje&realizacja_id=444, http://mdkmm.pl/?p=8334, http://minskmaz.com/news/laweczka-himilsbacha

Komentarze         dodaj komentarz
Ze strapontena
Dwa 20-25 minutowe występy z przerwą 1-1,5 godziny w garderobie! pzdr
2012-09-12
Anna 2
Zazdroszczę Państwu tego wydarzenia kulturalnego. Wiem, że pan Stanisław to artysta przez duże A. Ciekawi mnie tylko czym on był tak znudzony? Czy tylko długim czekaniem na swój występ? Brakuje mi dokładniejszej informacji o treści jego wystąpienia.
2012-09-12
Dodaj swój komentarz
podpis
komentarz
 
Prosimy o przyjęcie do wiadomości, że przed publikacją wpis zostanie zweryfikowany w celu eliminacji treści, których publikacja jest niezgodna z prawem lub narusza dobre obyczaje.
 
 
 
© 2010-2017 Straponten.art.pl Prawa autorskie zastrzeżone.