Nowe komentarze  rozwiń
Archiwum    rozwiń

Ze strapontena

o serwisie wyszukiwanie
 

Swing Workshop. Chłopcy wiecznie młodzi. 26.03.2012

To nieprawda, że obalanie berlińskiego muru to czasy Solidarności. Pierwsze cegły tego muru zostały zruszone znacznie wcześniej - zanim w ogóle został on zbudowany, bo w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Był to schyłek epoki, w której Coca-ColaJazz traktowano jako narzędzia walki Imperializmu z Socjalizmem.

I nagle odwilż, wiosna. Na Colę było jeszcze za wcześnie, ale ponownie kiełkował w Polsce jazz (był już przedtem grywany w 20-leciu). Młodzi ludzie słuchali na falach krótkich Radia Luksemburg, Time for Jazz Canovera z Głosu Ameryki i próbowali grać. To był właśnie początek okazywania niezależności od władz i prapoczątek późniejszych zmian.

Władze, już odwilżowe, dały się przekonać, że jazz socjalizmowi nie zagraża (jednak chyba była to pochopna decyzja). Już w 1956 roku zorganizowano Międzynarodowy Festiwal Jazzowy w Sopocie, a w 1958 roku I Jazz Jamboree w Warszawie (pod nazwą Jazz 58;  autorem nowej nazwy był Leopold Tyrmand). Pierwsze trzy edycje festiwalu były w Stodole.  Już w 1958 roku muzykę jazzową nobilitowano: grano ją  w FN.

Właśnie w tym roku, roku 1961 ukończono budowę berlińskiego muru. I w tym roku po raz pierwszy na publicznym koncercie zagrał piętnastolatek Wojtek Kamiński (1946). Zagrał w zespole The Ragtime Jazz Band, który założył wspólnie z bandżystą Alfredem Baranowskim. Wojtek jakoś zniknął mi potem z pola widzenia - słuchałem m. in. w Hybrydach Trzaskowskiego, Komedę, bywałem w piwnicy Wandy Warskiej.

Dopiero po 2000 roku spotkaliśmy się na jednym z wieczorów artystycznych, jakie w Staromiejskim Domu Kultury organizował Tadeusz Woźniak. Kamiński zagrał na fortepianie kilka swoich ragtimów, które w jego wykonaniu zrobiły na mnie ogromne wrażenie (wikipedia –> ragtime to forma o rytmie złożonym i kunsztownym, silnie synkopowana, standardowo grana na solowym instrumencie klawiszowym. Do poziomu sztuki ragtime został wyniesiony przez Scotta Joplina).

Od tego momentu starałem się bywać na każdym graniu Wojtka, bywałem np. często na piwie w Hotelu Victoria, gdzie Kamiński grał w piano barze, no i oczywiście w Tygmoncie. Miał przechlapane, bo zawsze domagałem się zagrania Enterteinera Joplina, co rzeczywiście było upierdliwe.

Kiedyś w Iławie, rozmawiając z Andrzejem Jagodzińskim po jego występie na Złotej Tarce powiedziałem mu, że chyba Kamiński gra lepiej, choć moja żona uważa odwrotnie. Uśmiechając się powiedział: Chyba jednak Pana żona ma rację!

W istocie bardzo cenimy  wiruozerię ich obu. Ale tylko przy Kamińskim nie mogę utrzymać spokojnie ciała, a tańczyć przecież nie lubię.

Wojtek Kamiński założył już był swój Swing Workshop kiedy wydawaliśmy za mąż córkę. Naturalne więc było, że na wesele zaprosiliśmy ten Zespół, choć na weselach on nie gra. Zaproszenie zostało przyjęte. Gdy przyjechała Młoda Para i przybyli Goście, orkiestra zaczęła grać. Było wielkie zaskoczenie. Nikt się nie ruszył - wszyscy twierdzili, że nie znają takiej muzyki, że powinna być dyskoteka. Ale już po 15 minutach nie stał nikt, a gdy po trzech godzinach Swing Workshop kończył i zaczynała się dyskoteka, żądano bezwzględnego powrotu orkiestry.

Jeszcze wielokrotnie miałem okazję słuchać Swingowego Workshopu. To wyjątkowy i już dziś nie do zastąpienia zespół. Jest tam znakomity polski basista, zawsze szlachetny i elegancki Janusz Kozłowski (jego ciemna marynarka w czerwone klucze wiolinowe powaliła już niejedną słuchaczkę), wielki (choć ostatnio wyszczuplał) sympatyczny i nieśmiały „swój chłop” Marek Rudnicki, wirtuoz saksofonów i innych dętych, niewielkich rozmiarów wielki perkusista Bogdan Kulik, który kiedyś wykończy się na estradzie, gdyż wkładana przez niego w grę energia jest większa niż dopuszczalna, i wreszcie wesoły, zawsze skory do żartu gitarzysta i wokalista Paweł Tartanus. O tym ostatnim powiedziałem kiedyś, że śpiewa jak Louis Armstrong, tylko trochę lepiej.

Koncert w Centrum Promocji Kultury w Dzielnicy Praga Południe w Warszawie, przy ul. Podskarbińskiej 2 był udany nadzwyczaj. Jedni znakomicie grali, inni znakomicie słuchali. Był to koncert Swing Clubu, czyli klubu przyjaciół jazzu Związku Artystów Wykonawców STOART (koncerty odbywają się w każdy ostatni poniedziałek miesiąca, wstęp wolny). Gospodarzem spotkań jest Adam Ferch, ten sam, który jesienią 1958 roku prowadził  Koncert Jazzowy w Filharmonii Narodowej!

26.03.2012, Centrum Promocji Kultury w Dzielnicy Praga Południe w Warszawie. Swing Club - Swing Workshop Wojtka Kamińskiego. Wojtek Kamiński – piano, Marek Rudnicki – sax, Janusz Kozłowski – bass, Bogdan Kulik -drums, Paweł Tartanus – vocal, guitar.

Fot. Grażyna Rudnicka (dzięki!). Plakat Entertainer - Wikipedia.

Komentarze         dodaj komentarz
Acachette
Pani Anno 2,
jakie klimaty, jakie leniwe, jaka wiosna??? Przecież to zdecydowanie środek i to raczej upalnego lata.

Panowie, wielkie dzięki!!!
2012-03-31
Adam z Chicago
Wojtuś...
Mogę tylko powiedzieć, że mnie zazdrość zżera... Ale trochę to daleko z Chicago na Podskarbińską... Życzę sukcesów, dużo zdrowia - sobie także - a to w tym celu, abyśmy mogli się jeszcze spotkać na którymś z koncertów...
Uściski, Łysy
2012-03-30
Dymitr Markiewicz
To był najlepszy koncert SWING WORKSHOP. Najwieksze wrażenie wywarł utwór ODA TO FREEDOM Oskara Petersona. Nic tam nie brakowało, a dużo "gesiej skórki" było. Wszyscy grali jak nigdy. Wiecej takich koncertów. Pozdrawiam Dymitr.
2012-03-29
Andrzej Szymon
Super klimat, doskonałe nagłośnienie, znakomite solówki perkusji, przemyślane o pięknych dołach solówki sax-u, dyskretny bas, widoczny i barwny vocal no i to piano............brawo!!!! Kiedy następny występ? Słuchanie Was jest naprawdę olbrzymią przyjemnością... Dzięki...
2012-03-29
Lidka
Stare, dobre klimaty, czarują w każdym kolejnym utworze, każdy z osobna i wszyscy razem stanowią doskonały mix. Znakomicie się ICH słucha, potrafią rozkołysać i wzbudzić super emocje... Wieczór poniedziałkowy zaliczam do naprawdę udanych :)
2012-03-29
Wanda
Absolutnie i niezaprzeczalnie wspaniali!! Słuchając ich endorfiny musują i "bąbelkują" jak najlepszy szampan. :)
2012-03-28
Anna 2
Ja też z przyjemnością słucham Swing Workshopu, choć do słuchania wolę Trio Andrzeja Jagodzińskiego; taniec nie specjalnie mnie nęci. Kiedy ich (Workshopu) słucham to od razu stają mi przed oczyma leniwe, wiosenne klimaty, budząca się wiosna przyroda...
2012-03-28
Dodaj swój komentarz
podpis
komentarz
 
Prosimy o przyjęcie do wiadomości, że przed publikacją wpis zostanie zweryfikowany w celu eliminacji treści, których publikacja jest niezgodna z prawem lub narusza dobre obyczaje.
 
 
 
© 2010-2017 Straponten.art.pl Prawa autorskie zastrzeżone.