Nowe komentarze  rozwiń
Archiwum    rozwiń

Ze strapontena

o serwisie wyszukiwanie
 

Polak-Węgier dwa... Pięknie i wzruszająco. 24.11.2011.

Miłość może być z i bez wzajemności. Przyjaźń już nie, bo jej nie będzie w ogóle. A jednak z orkiestrą Sinfonia Iuventus zaprzyjaźniony jestem jednostronnie. Jakaś wspólnota jednak istnieje - ja ich lubię, a oni wprowadzają mnie skutecznie w świat muzyki, co nie jest takie proste, gdyż nie jestem pod tym względem łatwy. Mając więc w czwartek 24 listopada do wyboru dwa koncerty: recital fortepianowy Anny Fedorovej z muzyką przepiękną (m. in. walce Des-dur i cis-moll Chopina, VI Rapsodia Węgierska Liszta i Karnawał Schumanna) i koncert SI poświęcony muzyce węgierskiej, poszedłem do... przyjaciela.

Zwłaszcza, że dyrygować miał sam dyrektor Tadeusz Wociechowski, a w Suicie Háry János zagrać miał na cymbałach Ihor Lomaha (wspomniałem o nim we wpisie Ogrody Muzyczne...).

Liszta (czyta się Lista!) znam już lepiej niż jeszcze rok temu, więc podoba mi się bardziej. Jego koncert fortepianowy grał Wojciech Waleczek, dopiero 31-letni, a już znany na świecie polski pianista. Grał z rozmachem i spokojem, dynamicznie i refleksyjnie. Okiestry chwalić nie będę, bo od osoby blisko z zwiazanej z SI usłyszałem w przerwie koncertu lekki wyrzut: Panu to się zawsze nasza orkiestra podoba! Tak to widocznie jest w jednostronnych przyjaźniach.

Totentanz Liszta słuchało się przyjemnie, ale Concerto grosso per archi Emila Petrovics'a (1930-2011) był dla mnie niespecjalnie ekscytujący, jak prawie wszystko, co w muzyce zostało stworzone po XIX stuleciu. Poza tym koncert ten grany był przez same smyczki - dla mnie jest to zdecydowanie za mało.

Suita Háry János jest to 6-cio częściowym utworem na orkiestrę z solowymi partiami cymbałów, wyekstrahowanym z większej, śpiewano-mówionej opery Kodaly'ego (1882-1967). Utwór ten, o dziwo, (biorąc pod uwagę jego współczesność) jest piękny, a zwłaszcza melodyjna część środkowa.

Brawa były długie i tak donośne, że dyrygent zdecydował się wykonać na bis mało znany utwór Bieriezianka, oparty na ukraińskiej muzyce ludowej, z solówką na cymbałach.

Aranżacji tego utworu dokonał klarnecista Wojtek Mrozek, który podobnie jak Ihor Lomaha jest solistą Filharmonii Lwowskiej. Po tym bisie publiczność nie chciała już wychodzić. Tadeusz Wojciechowski zarządził więc powtórzenie najcieplej przyjętej części Suity Kodaly'ego. I jak tu się nie przyjaźnić z SI?

Polecam posłuchanie Bieriezanki (link), a przy okazji klarnetu Wojtka Mrozka w Greku Zorbie (link).

24.11.2011 Warszawa, Studio im. W. Lutosławskiego. Wieczór muzyki węgierskiej w 200. rocznicę urodzin Ferenca Liszta. Koncert zorganizowany we współpracy z Węgierskim Instytutem Kultury. W programie: Ferenc Liszt - II Koncert fortepianowy A-dur S. 125, Totentanz S. 126. Emil Petrovics - Concerto grosso per archi op. 50 (prawykonanie), Zoltán Kodály (czyta się Kodai) - Suita Háry János. Wykonawcy: Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus pod dyr. Tadeusza Wojciechowskiego. Soliści: Wojciech Waleczek - fortepian, Ihor Lomaha - cymbały.

Komentarze         dodaj komentarz
Dodaj swój komentarz
podpis
komentarz
 
Prosimy o przyjęcie do wiadomości, że przed publikacją wpis zostanie zweryfikowany w celu eliminacji treści, których publikacja jest niezgodna z prawem lub narusza dobre obyczaje.
 
 
 
© 2010-2017 Straponten.art.pl Prawa autorskie zastrzeżone.