Nowe komentarze  rozwiń
Archiwum    rozwiń

Ze strapontena

o serwisie wyszukiwanie
 

Kabaretto. Czas kończyć.

Po ostatnim spektaklu Kabaretto, który obejrzałem 15 października byłem na tyle zdegustowany, że nie wpisałem już nic, poza notką chronologiczną (link). Było nudno, tanio i wtórnie. Było gorzej nawet niż w sektaklu marcowym, o którym napisałem w Bohaterowie są zmęczeni.

W październiku denerwujące były bowiem dialogi naszych głównych bohaterów. Artur Andrus wyszedł  z roli, którą zdefiniowano w niezapisanym jeszcze scenariuszu ŁPA Przechowalni: młody i zdolny, ale - jak student Lulik w kultowym filmie „Ewa chce spać” - zielony jeszcze i fetniak z niego nie jest. Starał się być pierwszoplanową postacią duetu, tego duetu. Było to jednak mało przekonujące. Postanowiłem więc więcej Kabaretta nie oglądać

W lutym jednak wszystko wróciło do normy i było sympatycznie. Siła duetu AP&AA wynika bowiem z misternego wykorzystania różnic w osobowości i uzdolnieniach przy wzajemnym szacunku. To dobrze, że Arturowi udało się szybko otrząsnąć ze stanu oszołomienia sukcesem (płytowym).

Wszystkie inne moje przemyślenia potwierdziły się jednak. Formuła Kabaretto uległa wyczerpaniu. Zamiast kabaretu literackiego, czy choćby quasiliterackiego, mamy coś, co zmierza ku prymitiwizmowi. Dialog głównych postaci jest przaśny, miejscami nudny. A zajmuje aż 3/4 czasu spektaklu. Nieliczny udział aktorów macierzystego teatru "z łapanki", z gotowymi i ogranymi już numerami, coraz marniejsi goście niespodzianki, na ogół w podeszłym wieku. Trudno bowiem robić staranne premiery w biegu, ze świadomością co najwyżej 3-krotnego powtórzenia i to ze zmianami. A do tego prawie za darmo. To już nie tylko eksploatacja artystów. To również nadużywanie dobrej woli i cierpliwości widzów, którzy nie odchodzą do konkurencji, bo jej nie ma.

Jako samozwańczy Przewodniczący Samorządu Widzów domagam się od Teatru Ateneum, aby skorygował jak najszybciej format Kabaretto i dostosował go rozsadnie do naszych potrzeb. Pod nadrzędnym tytułem Kabaret (lub Scena) Andrzeja Poniedzielskiego (bo przecież obecnie tylko on jest gwarantem jakości dla publiczności szukajacej rozrywki słownej i intelektualnej) powinno zostać sukcesywnie starannie przygotowanych kilka powtarzalnych, ponadczasowych muzyczno-literackich premier, powiedzmy piwniczno-teatralnych. Z tekstami różnych autorów i poetów, ze skromnym, ale wystarczajacym zespołem aktorskim, profesjonalnym opracowaniem muzycznym. Nic ad hoc. Zawsze według scenariusza Poniedzielskiego i z jego skromnym,  swobodnym, nie narzucajacym się prowadzeniem, może niekiedy wspomaganym przez Andrusa.
Premiery te mogłyby być wielokrotnie i długo wykorzystywane, gdyż niemożliwością jest, by stuosobowa widownia w dwumilionowej, inteligenckiej jednak Warszawie, spowodowała nasycenie. Spektakle te powinny zachwycać tekstem, muzyką, refleksją, humorem, ale i wigorem młodego pokolenia aktorskiego. Musi ich być kilka, repertuarowo różnych, granych na zmianę. Ot kilka propozycji tematycznych: Jak to za komuny było, Kobieta i Mężczyzna, Obsesje patriotów, Zgubne konsekwencje uczuć, Suńmy do Unii, Dymek z papierosa, Lata chmurne i bzdurne, Dwudziestolecie, Miłość w życiu codziennym, Sąsiedzi, Pycha na nocniku itd. itd.
Wiem, usłyszę, ża na taki zamiar nie ma pieniedzy, zwłaszcza w Ateneum. Jeśli tak, to po co nam ten Teatr i jego liczne premiery robione na gwałt z miernym, lub katastrofalnym skutkiem? Czy zawsze ogladalność ma zapewniać Kolacja dla głupca? Przepraszam za szczerość, ale po odejściu Gustawa Holoubka Teatr Ateneum upadł, i do dziś się nie podniósł. Więc jednak może Andrzej Domalik, w końcu myślący, zdolny i utytułowany, choć niepozorny twórca, pomyśli i zrobi coś dla widzów poszukujacych inteligencji słowa?

 

Ciekawe jest to, że Andrzej Poniedzielski miał chyba podobne refleksje, ponieważ do ostatniej wersji Kabaretto włączył dwa fragmenty Stacyjki ZdrójHrabiną Hrrrrrr (Ty nie odmawiaj miPiorunem rażonam Wasowskiego i Przybory). I zawiało tym co trzeba zrobić... Szkoda jedynie, że Strażaka Dogaszacza po amatorsku dograł Artur Andrus, a nie Adam Dzieciniak. Choć trzeba przyznać, zrobił to ofiarnie i śmiesznie, i się wywiązał. Hrabina Nowakowska nie przyniosła wstydu nazwisku... Hrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr. Biała lokomotywa też była na miejscu.


12.02.2014, Teatr Ateneum, Scena na Dole. Kabaretto. Andrzej Poniedzielski i Artur Andrus. Udział wzieli: Dorota Nowakowska, Wojciech Brzeziński, Wojciech Stec. Gość specjalny: Jerzy Skoczylas z kabaretu Elita.

Fot. Teatr Ateneum, Krzysztof Mularczyk, Łukasz Brodowicz

Komentarze         dodaj komentarz
ulla
Po prostu dziekuje ;-)
2014-04-21
Ewa Z-K
Dziękuję, żeś wreszcie nazwał rzecz po imieniu. U nas zmęczenie materiałem nastąpiło już dwa spektakle wcześniej, ale widać Twoja cierpliwość, a tym bardziej wyrozumiałość i łaskawość dla AP są większe. To co wieje ze scen to już nie nasza bajka. Łza się w oku kręci.
PS. Też się uczę. Na ostatni wykład nie zabrałam z domu konspektu. I jak zabrakło mi konceptu. Skorzystałam z pomysłu obu Panów i przez pół godziny prowadziłam dywagacje na temat jak powinien brzmieć tytuł wykładu i czas przeznaczony na me wystąpienie jakoś zleciał. Przepraszam za plagiat (może nie aż tak lotny i błyskotliwy) tego pomysłu. Przydał mi się wielce.
Pozdrawiam! Twoja przyjaciółka , której bardzo dawno nie widziałeś m.in. z powodów na jakie sam zwróciłeś w swoim tekście uwagę. Z szacunkiem Ewa Z-K
PS2. Kabaretto rządzi się prawami spektaklu zewnętrznego.
2014-02-20
basiaa
Czas kończyć? To zawsze najłatwiej. Fakt, obaj Mistrzowie konferansjerskiej posługi są zapracowani, cały czas w rozjazdach, muszą promować wydane płyty i książki i myśleć o następnych. Na Kabaretto zostaje niewiele czasu. I tu ktoś musi im pomagać. Brak promocji i reklamy, na fb teatru nie ma nawet wzmianki o spektaklu, brak fotorelacji i omówień, aktorzy z łapanki i brak możliwości zaproszenia artystów z zewnątrz. Obaj są poetami, nigdy nie pisali scenek kabaretowych lub monologów dla innych. A bez tego nie ma prawdziwego kabaretu. Ktoś musi pisać teksty dla aktorów lub adaptować stare, podrzucać aktualne tematy i chwalić za wszystko. Bo pomysł Kabaretto był fantastyczny, a drugiego takiego duetu nie ma i nie będzie.
2014-02-17
od Maciek
Z bólem serca przeczytałem ten tekst, gdyż sądziłem, że to moje bardzo subiektywne odczucie i malkontencja skierowały moje wrażenia w stronę równie nieprzychylnej recenzji, nie tylko tego przedstawienia, ale również kilku innych serwowanych ostatnimi laty w  Szacownym Teatrze ATENEUM. Gwarantem uczty dla duszy i odczuć estetycznych, przenoszącej mnie w inny świat (prawie z bajki) był sam Dyrektor J. Warmiński (42 lata kierował ATENEUM) i plejada wspaniałych aktorów. Dziś tylko fotosy gadające do mnie ze ścian Teatru przypominają o pięknych różnorodnych w treści i muzyce (Brel, Hemar, Wysocki, Młynarski z akompaniamentem p. Derfla) przedstawieniach, które zwłaszcza w tym miejscu kształtowały moją estetykę teatralną. Sama klasyka polskiej sztuki teatralnej (od czasu do czasu światowej). Jak to Szanowny Pan napisał "Czas kończyć", a ja pozwolę sobie dodać - czas na remanent i nowe otwarcie bez populizmu, a raczej w stronę rzetelnej klasyki, gdyż to miejsce zasłużyło sobie na szacunek.
2014-02-16
Anna 2
Właśnie obejrzałam lutowe Kabaretto i "Przechowalnię". Częściowo się z Panem zgadzam, bo Kabaretto było trochę naśladowaniem Przechowalni (w ciągu dwóch dni, te sama numery AP brzmiały wiarygodniej w "Przechowalni". A hrabinie sama po spektaklu pogratulowałam. Tylko jak to zrobić, żeby Pan Andrzej znalazł czas, kiedy on ciągle się przemieszcza?
2014-02-15
Wanda
Fragment o tym jak powinno być przeczytałam dwa razy i prawie zaczęłam odczytywać trzeci raz. Dlaczego? Bo się rozmarzyłam i przyjemność wielką sprawiła mi myśl, że tak mogłyby spektakle wyglądać. Podpisuję się pod wnioskiem Przewodniczącego.
2014-02-14
Dodaj swój komentarz
podpis
komentarz
 
Prosimy o przyjęcie do wiadomości, że przed publikacją wpis zostanie zweryfikowany w celu eliminacji treści, których publikacja jest niezgodna z prawem lub narusza dobre obyczaje.
 
 
 
© 2010-2017 Straponten.art.pl Prawa autorskie zastrzeżone.